Szczegółowe raportowanie zachodzących przez ostatnie pół wieku zmian klimatycznych i przewidywanie tego, jak warunki życia na Ziemi będą się zmieniały w najbliższych dekadach, stało się możliwe dzięki zdjęciom dostarczanym przez satelity. Z punktu obserwacyjnego, jakim jest orbita okołoziemska, od 1972 roku uzyskuje się dane dotyczące dużych powierzchni. Dzięki nim naukowcy wiedzą m.in. to, że za około pięć lat średnia temperatura regularnie zacznie przekraczać punkt ocieplenia 1,5 stopnia i potrafią wywnioskować, jak wpłynie to na poziom wód w morzach.
– Satelity pokazują wzrost średniej temperatury naszej planety. Wyniki tych pomiarów zgadzają się z tym, co mierzymy na powierzchni Ziemi. Ale pokazują nam również inne zjawiska – wzrost poziomu morza w różnych częściach naszej planety, który zresztą przyspiesza i sięgnie już średnio kilku milimetrów rocznie. Satelity pokazują nam również, że zanika pokrywa lodowa na biegunie północnym, zmienia się pokrywa śnieżna na półkuli północnej, ale też kurczą się lodowce i lądolody. Dzięki satelitom możemy sprawdzić, jak zmienia się masa lądolodów i ile w związku z tym wody przybywa w oceanach – wymienia w rozmowie z agencją Newseria dr Aleksandra Kardaś z Fundacji Edukacji Klimatycznej, wydawcy serwisu Nauka o klimacie.
Obserwacje zmian klimatycznych z kosmosu są możliwe już od ponad 50 lat. W 1972 roku na orbitę okołoziemską został wystrzelony satelita geofizyczny Landsat 1. Zdjęcia dostarczane przez niego były na tyle cennym źródłem danych, że do dziś wystrzelono dziewięć generacji tego satelity. Dziesiąta, Landsat Next, ma się pojawić na orbicie około 2030 roku. Satelity geofizyczne mogą monitorować m.in. pokrywę śniegu, grubość optyczną aerozoli, wegetację, temperaturę powierzchni Ziemi czy pożary.
– Jeśli chodzi o zmianę klimatu i jej pomiary, to satelity przede wszystkim zapewniają nam kosmiczne spojrzenie, możliwość obejrzenia całej Ziemi. Kiedy prowadzimy pomiary na powierzchni naszej planety, to mamy stacje rozstawione w konkretnych lokalizacjach czy czujniki, które nawet się przemieszczają, podwieszone pod balonami albo pływające w oceanach, ale one wciąż zwykle mierzą zjawiska zachodzące w konkretnym punkcie. Do takich możliwości satelitarnych zbliżają się radary czy LIDAR-y, badające to, co się dzieje w atmosferze, bo to są urządzenia teledetekcyjne, które mogą mierzyć coś dla dużego obszaru. Ale wciąż satelity mają tę zaletę, że pozwalają zmierzyć to, co się dzieje praktycznie na całej planecie – mówi dr Aleksandra Kardaś.